Moja przygoda z aerial dance zaczęła się na jesienią 2012 roku. Zaczęło się od zajęć pole dane i gruponu uprawniające do wejścia na pierwsze zajęcia pole dance. Od zawsze byłam związana ze sportem, ale nie konkretnie z akrobatyką. Pamiętam, że długo się zastanawiałam czy wziąć jedno wejście bo może mi się nie spodoba? A może rurka bardzo mi się spodoba i warto kupić karnet na 8 wejsc? W końcu zdecydowałam się na opcję środkową i wykupiłam 4 wejścia. Już po pierwszych zajęciach żałowałam, że nie więcej. Po około 1,5 roku doszły zajęcia na kole powietrznym. To było dla mnie jak niesamowite połączenie huśtawki z trzepakiem (tak pamiętam te czasy, gdy na podwórkach były trzepaki!). Choć początki były ciężkie to siła szybko się budowała, więc mogłam robić coraz bardziej skomplikowane i trudne figury. A i poziom rozciągnięcia po cichu postępował. Latem 2017 roku odkryłam szarfy i to było coś co absolutnie pokochałam. Szarfy bez wątpienia dają poczucie nieograniczonej wolności w powietrzu. Niesamowicie rozciągają kręgosłup i relaksują po całym dniu spędzonym w pozycji siedzącej. Pozwalają odsunąć wszystkie problemy i zresetować umysł. Rozwijają cały organizm pod pozorem zabawy i powodują uśmiech zarówno u dzieci jak i dorosłych.
Ponadto pracuję jako analityk logistyczny. Zawzięcie uczęszczam na kursy językowe z portugalskiego i hiszpańskiego. Na szczęście przynoszą efekty! Choć nie grzeszę czasem to nie potrafię zrezygnować z treningów nordic walking. I nie potrafiłabym żyć bez chmary kotów okupujących wszystkie krzesła w moim domu.